niedziela, 13 września 2015

Sosnowiec łączy Blogerów!

Kiedy wybierałam się na to spotkanie, po raz pierwszy zostawiałam moją córkę na kilka godzin pod opieką mamy mojego męża i miałam na prawdę wiele wątpliwości czy powinna zostawiać ją samą. Z jakiego kolwiek powodu. Zwłaszcza, że spotkanie miało być radością głównie dla mnie samej. Nawet kiedy już zdecydowałam, kiedy wsiadłam do samochodu, wciąż nie byłam pewna czy zostawianie trzymiesięcznego malucha w domu, na rzecz własnych przyjemności to dobra decyzja, ale ostatecznie pojechałam i bardzo, bardzo się cieszę, że tak się stało. Po pierwsze moje dziecko będąc pod opieka babci spędziło miło dzień, a ja maiłam tą ogromną przyjemność spotkać kilka nowych osób, blogujących mam, wziąć udział w świetnych warsztatach  i prezentacjach!


Ale od początku! Całe spotkanie odbywało się w Sosnowcu, w Restauracji magiel kulinarny, miejsce z prawdziwą duszą, absolutnie godne polecenia, z miłą obsługą, domowym jedzeniem, zmieniającym się co sezon oraz przepysznymi słodkościami, cupcakes na biszkoptowym cieście było moim faworytem!


Spotkanie zapoczątkowała jedna z organizatorek Marcelina z littlebitlife, podobno stremowana, aczkolwiek, było to już drugie spotkanie, które organizowała, więc z naszego punktu widzenia,  uczestników wypadła świetnie!
Pierwszą prezentację wykonała firma babydesignBabyDesign, producent wózków, zarówno kompaktowych 3in1, jak spacerówek. Zaprezentowane zostało kilka modeli, uczestnicy spotkania mogli wypróbować wszystkich przedstawionych modeli, mi szczególnie spodobał się ESPIRO, zastanawiam się nawet czy nie będzie to nasz kolejny wózek, czekam jednak do końca roku, wtedy mają sie pojawić w nowej kolorystyce, szukamy czegoś dziewczęcego ;)




Każdy z gości mógł również zadać pytania, dotyczące wózków, zarówno tych które zostały zaprezentowane jak i tych które same posiadamy, jeśli ktoś ma jakiś kłopot z własnym posiadanym już wózkiem, tak jak na przykład ja:) ! można było zasięgnąć fachowej wiedzy osoby która zna wózki od podszewki! Tak więc, można było zdobyć bardzo przydatne informacje, dotyczące użytkowania i pielęgnacji, czyszczenia wózków.

Kolejnym etapem było losowanie podarunków od sponsorów. Najszczęśliwsze mamy wyjechały z niego na czterech kółkach.... wózkowych kółkach! :) Były również inne podarunki w postaci książeczek, kubeczków, kosmetyków, pysznych herbat i wielu innych!

Po tym przyszła kolej na etap warsztatowy, ja znalazłam się w grupie warsztatów PlusDlaSkory, druga grupa miała warsztaty kreatywności z skrzydlata zyrafa .


Razem z organizatorka warsztatów Plus dla skóry, oraz jej przeuroczą córką! poznaliśmy tajniki prezentowanych kosmetyków, składy i przydatne informacje jak dobierać kosmetyki do właściwego typu skóry, na co zwracać uwagę przy czytaniu składu preparatów, które warte są uwagi, a które omijać szerokim łukiem.

Ostatnia część spotkania były warsztaty z EvoKIDS, które dla mnie były wisienką na torcie! Bardzo profesjonalne prowadzone, brawo dla Dominiki organizatorki warsztatów, również za wybór tematu: Asertywność w komunikacji z dzieckiem, przydatny każdemu z rodziców.



Każdy miał okazję zadać pytanie, i w praktyce zweryfikować zdobytą wiedzę.Najbardziej podobało mi się to, że Dominika nie czarowała nas, że zna odpowiedzi na wszystkie pytania i wprost powiedziała nam, że zawsze kiedy ma jakieś wątpliwości konsultuje je z psychologiem Natalią Minge, której filmiki możecie znaleźć na stronce EvoKIDS. Na prawdę dużo konkretnej, praktycznej wiedzy dla każdego rodzica.

Zdjęcia zamieszczone w tym poście są autorstwa Magdy z MATRIOSZKA-STUDIO  Dziękujemy za piekna fotorelację!
 Całość zdjęć można zobaczyć TU!

Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o wszystkich sponsorach i partnerach, bez których to spotkanie nie mogło by się odbyć:

PONADTO SPIERALIŚMY PODCZAS SPOTKANIA Świetlicę przy szkole Zespole Szkół Specjalnych nr4 w Sosnowcu oraz FUNDACJĘ PRZYSTANEK SCHRONISKO. 


I OSTATNIE JUŻ SŁOWO, WIELKIE DZIEKI DLA ORGANIZATORÓW:


tak więc dziękujemy! 

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

telefon dla malucha!

Nie jest to blog gdzie pojawiają się posty sponsorowane, więc i ten taki nie będzie, i nie dlatego, że nie przygarnęłabym kilku dolców od firmy o której dziś wspomnę, ale dlatego, że oprócz mnie, Agi i kilku innych osób nikt tu nie zagląda LOL!
Ale do rzeczy, wpadła mi w oko ostatnio informacja o pewnym gadżecie, przeznaczonym dla maluchów, jako że jestem przeciwnikiem elektronicznych gadżetów dla dzieciarni, postanowiłam, że przyjrzę się bardziej zanim skreślę ten pomysł.
 I tak okazało się, że producent byłby w stanie mnie przekonać.. a do czego?


 Do telefonu w formie zegarka, który dzięki swojej prostocie ułatwia maluchom możliwość zadzwonienia do rodziców. Wystarczy jeden przycisk aby połączyć się z jednym z czterech wybranych numerów telefonu. 


Myślę, że w czasie wakacji jest to rewelacyjne rozwiązanie w temacie zwiększenia bezpieczeństwa dzieci, ale nie tylko. W każdej sytuacji zagrożenia, kiedy stres może sparaliżować, urządzenie to wygrywa ze zwykłym telefonem dzięki swojej prostocie, do tego fakt, że może się kontaktować tylko z numerami zaakceptowanymi przez rodzica. Oprócz tego telefon może służyć jak zegarek, jest w czterech opcjach kolorystycznych, z możliwością wymiany, wykonany z silikonu, jak zachwala producent lekki i wygodny. Cena również jest znośna, kiedy pomyślimy o tym, że to jest właśnie telefon. Myślę, że kiedy Misia podrośnie zdecydujemy się na ten gadżet. Może do tego czasu ktoś z naszych znajomych sprawdzi go w praktyce, bo może to być świetny pomysł zarówno na prezent dla kogoś jak i własnego dziecka.


poniedziałek, 27 lipca 2015

mleczne wsparcie!


Kiedy podczas ciąży ktoś pytał mnie czy będę karmić piersią, nie zastanawiając się długo, często dla świętego spokoju odpowiadałam, że tak, choć parcia nie mam. Sama sobie dopowiadając, że będę karmić jak się uda! Czując jednak, że się nie uda. I tak było prawie do końca, kiedy to lekarz oznajmił nam, że Misia jest w pozycji pośladkowej i już raczej się nie obróci, a to znaczy mniej więcej tyle, że poród skończy się cesarskim cięciem. I wtedy jakbym dostała w obuchem w głowę! Ale jak to?! Nie będę mogła sama urodzić mojej córki?! Mało tego ani nie urodzę, ani nie wykarmię! Czułam, że przez moją ignorancję, brak zainteresowania tematem i może nawet pewną niechęć do karmienia piersią, sama już się "zaprogramowałam" na brak mleka. Przez cały okres ciąży nie pojawiła się nawet jedna kropla, nawet najmniejszy ślad, że w moich piersiach dzieję się coś co może mieć związek z produkcją mleka. Wpadłam w totalną panikę! Byłam wściekła na siebie, że tak się uprzedziłam, i jest już za późno! 
Dzięki Bogu kobiece ciało jest tak stworzone, że nawet matką ignorantką, takim jak ja, daje druga szansę! 
Więc mimo mojego uprzedzenia do karmienia piersią, mimo cesarskiego cięcia, dane mi było karmić. I tak jak wcześniej zupełnie nie rozumiałam co to za big deal, tak teraz podzielam zdanie wielu mam, że to świetna sprawa. Wszyscy wiemy jakim dobrem jest mleko matki, jaką więź stwarza między mamą a dzieckiem, jaka ochronę buduje  i że nie zawsze z własnego wyboru, nie jest to nam dane.
Jeśli jednak jest choć cień szansy, żeby zawalczyć o to mleko, to dziś myślę, że warto! Warto przygotować się już przed porodem, nie tylko mentalnie, ale merytorycznie również. Warto poczytać i zasięgnąć porady, żeby kiedy już maluch się pojawi, w całym tym szpitalnym stresie, choć w tym temacie czuć się pewnie. 


W wielu szpitalach personel robi bardzo dużo, aby pomóc młodym mamą, tak było w tym którym ja  rodziłam, słyszałam jednak, że bywają jeszcze takie gdzie nie przykłada się do tego żadnej wagi. Przykre, ale jeśli rzeczywiście tak jest to warto samemu się postarać bardziej. Istnieje wiele grup wsparcia oraz doradcy laktacyjni, nawet w sieci można ich spotkać. 
Od początku mojej mlecznej drogi, muszę przyznać, że szło nam dość gładko, ostatnio jednak pojawiły się małe problemy i wątpliwości, ale udało się nam je rozwiązać nie wychodząc nawet z domu , bo w dzisiejszych czasach wystarczy kilka minut, żeby przy pomocy komputera skontaktować się z laktacyjnym ekspertem, który odpowie na nasze każde pytanie, ułatwiając nam powrót na prostą mleczną drogę :)

Nie jest moim celem oczywiście namawianie, tych mam które podjęły decyzję o niekarmieniu piersią na zmianę decyzji, warto jednak spróbować, jak widać po moim przykładzie można wpaść z jednej skrajności w drugą: ja  dziś uwielbiam karmić! 

a teraz pora uciekać, bo mój mały Cycuś się budzi i czas na mleczko! :)

sobota, 11 lipca 2015

mama i... tylko mama.

Rozłożyło mnie dziś przeziębienie, takie co to nie wiadomo skąd przychodzi. Kilka kichnięć i nos już zapchany. I te właśnie małe przeziębienie, które wpędziło mnie dziś wcześniej do łóżka, ściągnęło moje myśli na temat, który od kilku dni tłucze się po mojej głowie. Wszystko zaczęło się narzekania kilku dziewczyn na temat swoich partnerów, którzy nie wywiązują się z obowiązków jako ojcowie i reakcji innej, która uświadomiła im, że jeśli tak jak ona były by samotnym rodzicem, to nie narzekały by na nieco rozleniwionego tatę. Nie żebym pochwalała leniwych tatusiów, raczej chodzi mi dziś o stawienie się w miejscu samotnej mamy, która dała by wszytko żeby móc czasem poprosić partnera, żeby ją zastąpił choć na kilka chwil, kiedy jest jej ciężko, kiedy dziecko marudzi, kiedy tak trudno je uspokoić, kiedy sama źle się czuje...
Kiedy ja dziś brałam kąpiel, słyszałam jak mój mąż uspokaja naszą popłakującą córkę, kiedy przygotowywałam sobie herbatę i leki, on tulił ją do snu i kiedy lądowałam pod ciepłą kołdrą, ona  też była już w łóżeczku.
Nie piszę tego żeby chwalić mojego męża, związek czy sytuację w jakiej jestem. Piszę to dziś, bo coraz bardziej uświadamiam sobie jak trudną mają sytuację samotni rodzice wychowujący swoje maluchy bez pomocy partnerów. Oczywiście nie jest to żadnym sekretem, że musi to być trudne, ale jak bardzo, można sobie wyobrazić dopiero kiedy skupimy się  na tych wszystkich małych aspektach, na tych nawet małych sprawach w których nam pomaga partner. 
Gdybym to ja była samotną mama, to dziś musiałabym zapomnieć o tym, że odpocznę sobie wieczorem i zregeneruję się na jutro, musiałabym zapomnieć o chorobie i zająć się Misią sama, modląc się żeby się nie zaraziła, ale nie musiałam... 
Nie mi oceniać z jakiego powodu związki się komplikują, a rodziny rozpadają... ale muszę przyznać, że bycie samotnym rodzicem musi być cholernie trudne! I jeśli jeszcze raz usłyszę, że ktoś sobie na to zasłużył, żeby być samotnym rodzicem, to kopnę w d%pę! Bo relacja między dwojgiem dorosłych to jedno, a fakt, że zostawia się dziecko to coś innego. I żadne wsparcie finansowe nigdy nie wynagrodzi czasu. 

A mój mąż oczywiście zasługuje sobie na pochwałę,
  fajnym tatą jest!  
I na założenie chusty sam się zdecydował! :)



czwartek, 9 lipca 2015

Wygląd i zachowanie noworodka, co może nas zaskoczyć?

Dzisiejszy post będzie długi, ale myślę, że dla mam które witają w domu maluszka po raz pierwszy, bardzo przydatny. Ja sama miałam wiele obaw i wiadomości te pomogły mi znaleźć spokój kiedy już zostaliśmy sami z Maluchem w domu :) 
Wygląd noworodka, a czasem i zachowanie, mogą zaskakiwać i być powodem niepokoju, najczęściej jednak są to naturalnie zmiany wynikające z fizjologii – dziecko przez dziewięć miesięcy przebywało w ciepłych wodach płodowych i po narodzinach jego skóra musi dopiero przyzwyczaić się do nowych warunków. Niekiedy dziwnym z pozoru objawom winne są hormony mamy, które przez pewien czas krążą w organizmie noworodka. 
A teraz przykłady takich niepokojących zachowań i wyglądu, oraz krótkie ich wyjaśnienie.
Pęcherzyki na wargach
Przezroczyste albo białawe zmiany, najczęściej na środku wargi. Powoduje je ssanie palca lub ręki jeszcze w łonie mamy.Pojawiają się również u dzieci karmionych piersią, u nas tak było!
         Co robić? Pęcherzyki znikają same, nie wymagają żadnego leczenia. Jednak by zapobiec nawykowi ssania kciuka, dziecku można zakładać na rączki skarpetkę albo rękawiczkę, tzw. łapkę nie drapkę.
       Rumień noworodkowy
To czerwone plamy, czasem z krostkami, umiejscowione na twarzy i tułowiu noworodka (na stopach i dłoniach nie występują). Rodzice często biorą je za objaw infekcji grzybiczej albo alergii. Zwykle pojawiają się w ciągu 48 godzin od porodu.
 Co robić? Rumień nie wymaga leczenia ani żadnych zabiegów pielęgnacyjnych, nie jest też konieczna wizyta u specjalisty. Zmiana ta ustępuje samoistnie w ciągu kilku dni.
Obrzęk na powiekach
Lekko opuchnięte powieki noworodka mają za zadanie ochronę oczu malca przed światłem, które jest jeszcze dla niego zbyt silne. Dziecko, które przebywało w niemal całkowitej ciemności, potrzebuje czasu, by przyzwyczaić się do jasnego otoczenia.
    Co robić? Opuchlizna ustąpi sama najdalej w ciągu tygodnia od porodu. Czasem zdarzają się jednak niewielkie powikłania – lepka żółta wydzielina, która skleja obrzęknięte powieki. Trzeba ją delikatnie zmywać wacikiem namoczonym w soli fizjologicznej, ruchem od zewnątrz w kierunku kącika oka. Jeśli po kilku dniach takiego przemywania wydzielina nie zniknie albo zacznie się nasilać, trzeba poradzić się pediatry, może to być bowiem oznaka infekcji.
Trądzik noworodkowy
To krostki na twarzy noworodka, które pojawiają się kilka dni po urodzeniu. Przyczyna to hormony mamy, które – krążąc w organizmie dziecka – pobudzają do nadmiernej pracy gruczoły łojowe, wywołując zmiany przypominające do złudzenia trądzik młodzieńczy.
      Co robić? Trzeba przeczekać, bo krostki znikną same. Nie wolno ich jednak wyciskać ani niczym smarować. Do lekarza trzeba pójść wtedy, gdy skóra dookoła krostek się zaczerwieni, zrobi obrzęknięta, trądzik się nasili albo pojawi po upływie pierwszego miesiąca życia.
Obrzęk piersi
To zaskoczyło i zaniepokoiło nas najbardziej. Zdarza się, że piersi noworodka – i chłopca, i dziewczynki – są lekko opuchnięte, a z sutków sączy się białawy płyn. To wina hormonów mamy (tych odpowiadających za rozrost piersi i laktację), które pod koniec ciąży dostały się do płodu za pośrednictwem łożyska.
 Co robić? Płynu z piersi nie wolno wyciskać. Wystarczy go zmywać gazikiem nasączonym ciepłą przegotowaną wodą. Obrzęk zniknie po tygodniu, dwóch.
Wydzielina z pochwy
Zazwyczaj jest gęsta, biaława. U niektórych kilkudniowych dziewczynek pojawia się również lekkie krwawienie przypominające miesiączkę. Oba objawy powodują hormony mamy.
      Co robić? Biała wydzielina znika sama i nie wymaga leczenia. Krwawienie zwykle trwa tylko jeden dzień – jeśli nie ustanie po upływie pierwszego tygodnia życia, trzeba skontaktować się z lekarzem.
Sine stopy i ręce
Sinawe zabarwienie skóry może się pojawić u tak małych dzieci wtedy, gdy jest im chłodno. Maluszki o jasnej karnacji mogą mieć wtedy nawet niebieskawe cętki na całym ciele. Zmiany te spowodowane są wolnym krążeniem krwi w skórze.
        Co robić? Nie jest to objaw choroby. Ustąpi sam, gdy malec nieco podrośnie.
Ciemieniucha
To tłuste żółte łuski na skórze głowy pod włosami. Najczęściej występują na ciemiączku. Ciemieniucha może się pojawić kilka dni po urodzeniu. Problem jest wywołany przez krążące w organizmie malca hormony mamy.
 Co robić? Tłuste łuski trzeba nasmarować oliwką, by zmiękły, potem wyczesać miękką szczoteczką i delikatnie, bez tarcia czy szorowania, umyć główkę. Jeśli łusek jest niewiele, można to zrobić na kwadrans przed kąpielą; jeśli sporo, główkę lepiej nasmarować oliwką kilka godzin wcześniej. Gdy dolegliwość jest silna, zamiast oliwki warto użyć preparatu przeciw ciemieniusze, który nie tylko odwarstwia łuski, lecz także normalizuje pracę gruczołów łojowych. Ciemieniuchy nie wolno natomiast zdrapywać. W ten sposób łatwo uszkodzić delikatną skórę malucha, a gdy powstaną na niej ranki, nietrudno o infekcję.
Zezowanie
Noworodkom mogą „uciekać” oczka. Towarzyszyło na to od pierwszych dni i wyglądało dość zabawnie :) zdarza się – wcale nierzadko – że każde oczko porusza się po swojemu, jedno ucieka na zewnątrz, drugie do środka. Jest to spowodowane tym, że mięśnie koordynujące ruchy gałek ocznych są jeszcze słabe.
        Co robić? Zezowanie powinno minąć w ciągu pierwszych trzech miesięcy życia. Jeśli tak się nie stanie, konieczna będzie konsultacja u okulisty.
Żółtawe gałki oczne i skóra
To może być objaw żółtaczki fizjologicznej. Żółtą barwę wywołuje bilirubina powstająca podczas rozpadu czerwonych krwinek. Zazwyczaj jest wychwytywana przez wątrobę i wydalana wraz ze stolcem. Wątroba noworodka jest jednak jeszcze zbyt niedojrzała, a jelita mało aktywne – dlatego bilirubina pozostaje we krwi, nadając żółtą barwę skórze i białkom oczu. Żółtaczka może pojawić się nawet w piątej dobie życia (a więc już po wypisie ze szpitala).
        Co robić? Żółtaczka fizjologiczna mija sama w ciągu paru dni (zwykle do siódmej doby życia dziecka) i nie daje komplikacji. Warto jednak skontaktować się z lekarzem, który oceni natężenie dolegliwości.
Łuszcząca się skóra
Skóra noworodków, zwłaszcza tych urodzonych po terminie, czasami wygląda tak, jakby schodziła po poparzeniu słonecznym. Niekiedy zmiany dotyczą całego ciała, innym razem tylko jego fragmentów, np. rąk i nóg. To normalna reakcja – po miesiącach spędzonych w płynie owodniowym skóra bardzo szybko wysycha.
      Co robić? Ciało malca trzeba dwa razy dziennie natłuszczać oliwką albo balsamem emolientowym, które zatrzymują w skórze wilgoć i nie pozwalają jej wysychać. Łuszczenie się powinno trwać nie dłużej niż kilka tygodni. Jeśli nie ustąpi, warto odwiedzić specjalistę, bo czasem suchość skóry może być związana ze skłonnością do alergii.
Kikut pępowiny
Pozostałość po pępowinie odciętej podczas porodu. Zaczyna się obkurczać w pierwszej dobie życia dziecka, potem stopniowo zasycha, twardnieje i czernieje. Kikuta nie wolno odrywać – odpadnie sam, co zwykle ma miejsce w ciągu dwóch pierwszych tygodni. W naszym przypadku sprawa trochę się skomplikowała, na dwa dni przed odpadnięciem pojawiła się zielonkawa gęsta maź, była ona miedzy węzłem pępka, a kikutem. Bardzo nas to zaniepokoiło, do tego stopnia, że konsultowaliśmy to z lekarzem, okazało się jednak, że to nic poważnego, wystarczyło przemywać solą fizjologiczną i pięknie się zagoił pępuszek.
     Drżenie brody, rąk, nóg
Ten objaw można zaobserwować u noworodka wtedy, gdy jest mu zimno (bo właśnie został rozebrany). Jest to jeden z objawów niedojrzałości układu nerwowego.
      Co robić? Skłonność ta z czasem mija. Jednak jeśli drżenie jest wyjątkowo silne albo nasila się z upływem czasu, trzeba skonsultować się z lekarzem.
Nagłe wzdrygnięcia, nerwowe ruchy
Noworodki – brane na ręce lub łaskotane – wykonują dziwne ruchy, które mogą budzić niepokój. Są one jednak zupełnie normalne – to instynktowne reakcje pomagające dziecku przetrwać pierwsze tygodnie poza łonem matki. Jest ich ponad 70. Najbardziej charakterystyczne to odruch Moro (zwany odruchem przestrachu, bo gdy malec czegoś się wystraszy – np. hałasu – gwałtownie rozkłada rączki, a potem je ugina i zaciska dłonie), odruch pełzania (ułożony na brzuszku szkrab usiłuje pełzać) i odruch chodzenia – malec uniesiony do pozycji pionowej przebiera nóżkami.
        Co robić? Odruchy miną same – niektóre około drugiego miesiąca życia, inne nawet około 5. miesiąca. Do lekarza trzeba iść wtedy, gdy odruchy te nie występują albo występują wtedy, gdy nie powinny – specjalista oceni wówczas, czy wszystko jest w porządku.
Dziwne stolce
To, co pojawia się w pieluszce – zwłaszcza w pierwszym tygodniu życia dziecka – bywa przedmiotem niepokoju. Kolorowe stolce nie świadczą jednak o problemach.
        Zielonkawo-czarny – to smółka, oddawana w pierwszej dobie życia. Smółka wypełnia jelita dziecka w trakcie życia płodowego i jest wydalana, zanim system trawienny zacznie pracować.
        Brązowo-zielony, półpłynny, czasem z kłaczkami ściętego mleka, drobnymi ziarenkami, śluzem, a nawet śladami krwi. Krew w stolcu najczęściej jest efektem podrażnienia albo niewielkiego pęknięcia delikatnej śluzówki odbytu, ale na wszelki wypadek pokaż taką pieluszkę lekarzowi, by się upewnić, że nie jest to nic innego.
    Wodniste, żółto-pomarańczowe, przypominające musztardę (czasem z kłaczkami mleka) – to stolce dziecka karmionego piersią.
        Jasnożółte, jasnobrązowe albo zielone, o nieprzyjemnym zapachu – normalne stolce dziecka karmionego butelką.

  Możliwe, że niepokojących objawów u noworodków jest o wiele więcej, ja jednak spotkałam się z tymi właśnie, jak się okazuje bardzo popularnymi i dość niegroźnymi. Jednak wiem z doświadczenia, że przy pierwszym dziecku małe niepokoje mogą urosnąć do rangi wielkich problemów, dlatego zawsze warto zwrócić się do położnej czy lekarza i wyjaśnić z czego wynikają, aby móc spać spokojnie i cieszyć się każdym momentem spędzonym z dzieckiem! 




środa, 1 lipca 2015

jak sprostać przedporodowym wyobrażeniom? WCALE!

Jest trochę tak, że jest życie przed dzieckiem i po dziecku, co my dziś o tym wiemy? Chyba jeszcze niewiele, bo przecież dopiero kilka tygodni za nami, ale już dziś muszę się zgodzić, że to fakt.
Wczoraj korzystając z chwili kiedy nasz maluch spał pozwoliłam sobie obejrzeć kawałek programu, tematem którego było karmienie i przewijanie w miejscach publicznych, właściwie bardzo na czasie, po ostatniej aferze autobusowej!  Wracając do tematu, do programu zostali zaproszeni rodzice i nie rodzice i wiecie co? tak strasznie jeszcze niedawno było mi blisko do pani która była przeciwna temu, ale już po kilku tygodniach wiem, że choć chcielibyśmy nie zawstydzać, nie przeszkadzać  i nie rzucać się w oczy z karmieniem czy przewijaniem, to czasem nie jest to możliwe. Nie w tym rzecz żeby afiszować się z gołą pupą, brudnym pampersem czy zwyczajnie z karmiącą piersią, ale kiedy nasz maluch drze się w niebo głosy, bo najprościej w świecie jest głodny albo tyłek piecze, to jego dobro, spokój i komfort jest ważniejszy. Sama po sobie wiem, że można to zrozumieć bardzo szybko kiedy jest się rodzicem, albo wcale kiedy się nim nie jest. Nie warto więc się sprzeczać i przekonywać do swoich racji, bo czas sam zweryfikuje, i tak chyba jest z większością planów i generalnym wyobrażeniem jak będzie wyglądać nasze życie po tym jak pojawi się maluch.
Mając jednak tą świadomość, że nie zawsze uda się mi zrobić co zaplanowaliśmy, bardziej doceniamy, kiedy tak jak teraz uda mi się zrobić choć małą rzecz, taką jak napisanie tego postu!

tymczasem, bo słyszę, że Gmyruś sie gmyra,  i zaraz będzie po drzemce, a napisanie posta dziś postawiłam sobie jako pierwszy cel, a to znaczy, że z obiadem wciąż w lesie! 

Zły Wilk!

poniedziałek, 22 czerwca 2015

wyprawka... nigdy nie kończy się na jednym poście!

Zaczniemy od zabawek!
Temat będzie bardzo krótki!
U nas zamyka się na dwóch przedmiotach, pierwszym jest drewniana grzechotka, drugim karuzelka nad łóżeczkiem, od kilku dni nasz maluszek wykazuje zainteresowanie obydwiema rzeczami, wodzi wzrokiem, nasłuchuje i upaja się tą, nieco już irytująca muzyczką, która do złudzenia przypomina puszczaną przez samochody-lodziarki, bujające się po okolicy:)


 Mamy jeszcze kolejne dwie szeleszczące, wypchane lale, które grzechoczą, i obładowane są wiszącymi elementami o różniej strukturze , które mają wspomagać rozwój sensoryczny niemowlaka, ale na te jest jeszcze za malutka, więc będą czekać:)

Przejdźmy do gadżetów, tych też nie będzie za dużo...:)
Z racji karmienia piersią nie posiadamy, żadnych podgrzewaczy, wyparzaczy i tym podobnych. Mamy tylko dwie butelki i ręczną pompkę do odciągania mleka, która sprawdza się kiedy muszę wyjść na dłużej. Jeśli ktoś jednak odciąga częściej, polecam te elektryczne, przy manualnych odpadają ręce, na dłuższą metę nie sprawdzają się, z elektrycznych najlepsze opinie maja Medela, jeśli, ktoś szuka :)

Poza tym na pewno warto wyposażyć się w dobry termometr


 elektroniczną nianie i monitor oddechu. Ten który my używamy z Angel Care występuje w wersji niania+ monitor w jednym.


 I teraz mój absolutny hit: Frida Nosal, Aspirator do nosa. 


Coś co w mojej mamie wzbudzało mieszane, czytaj najgorsze uczucia:) a dziś wszyscy zgodzimy się, że to niezbędny gadżet w domu każdego malucha. Wyglądem przypomina coś jak strzykawkę z rurką, jedną część przykład się do noska, jednej dziurki, końcówkę do własnych ust i...ciągniemy...gluciki:) nie ma obaw niczego nie da się połknąć, zapobiega temu mała gąbeczka umieszczona w środku. A co jeśli gluciki wyschły, wystarczy spryskać wodą morską i wszystko wyjdzie:)

Kwestia wózków i łóżeczek to sprawa  bardziej skomplikowana, nie mieszcząca się w jednym poście. My sami mamy wózek, z którego jesteśmy bardzo zadowoleni, jest on dopasowany zarówno do potrzeb naszego maleństwa jak i dla nas, okazuje się bowiem, że oprócz  ogólnego bezpieczeństwa, wygody i praktyczności rozważanej pod kątem maluszka warto również wziąć pod uwagę  wysokość wózka, regulacja rączki czy wielkość schowka, gdyż my również tak jak maluch jesteśmy jego użytkownikami.

Mogłabym jeszcze nawiązać do tematu kąpieli, jednak w naszym przypadku  temat zamyka się na jednej wanience, przy takim maluszku nie sądzę, żeby było konieczne instalowanie innych rzeczy. Oczywiście słyszałam o gąbkach podtrzymujących niemowlaka, ja jednak zawsze kąpie naszego Orzeszka z kimś, co wyklucza potrzebę takiej gąbki. W szpitalu również zademonstrowali nam jak samemu, bezpiecznie wykąpać dziecko, nie będziemy jej więc zakupywać.

O czym kolwiek bym tu nie wspomniała, większość mam, rodziców zgodzi się ze mną, że w przypadku maluszków czas tak szybko ucieka, że część z tym rzeczy mamy tylko kilka tygodni i zaraz stają się bezużyteczne, gdyż dzieci wyrastają z nich. Jeśli jednak zdecydujemy się na
którykolwiek gadżet doradzam wcześniej sprawdzić opinie...innych użytkowników:)
Ja sama zrezygnowałam z kupna kilku rzeczy po zapoznaniu się z opiniami innych mam:)

Tymczasem Zły_wilk.




wyprawka..czyli co rzeczywiście jest nam potrzebne...:)

Od kilku tygodni jesteśmy w domu i teraz dopiero okazuje się co w przypadku naszej wyprawki dla maluszka jest rzeczywiście koniecznie potrzebne, co dokupiliśmy po czasie, bez czego możemy się obyć a co jest zupełną fanaberią rodziców, albo będąc zupełnie szczerą... moim wymysłem:D 

Zanim zacznę, dodam tylko, że podsumowanie te dotyczy tylko tych pierwszych tygodni życia maluszka, bo takie mamy za sobą, a o innych nie mamy pojęcia, więc mądrzyć się nie będziemy:) 


Zacznę chyba od ubranek, to na ich punkcie można zupełnie zwariować, te sukieneczki, buciki...
 zupełnie zbędne! 
Zwłaszcza w okresie pierwszych kilku tygodni, kiedy maluchy podczas przebierania drą się w niebo głosy, nie znoszą zimna, które temu towarzyszy i przesypiają całe dnie. Nie sądzę, że w rozmiarze New Born, będziemy potrzebowali cokolwiek innego niż zwykłe śpioszki, ciepłe i wygodne, zapinane na środku z przodu, oraz najprostsze body. Kilka czapeczek, najlepiej z troczkami, zawiązywanie pod brodą pomoże uniknąć przewianych uszu _mimo, że nie są ładne. Moje dziecko wygląda w jednej z tych czapeczek jak pilot bombowca, ale czego się nie robi dla zdrowia;) no i może z dwie kurteczki, bądź sweterki, na wyjścia na dwór.

Kolejnym tematem są  kołderki, śpiwory i kocyki. Nie zaopatrzyliśmy się jeszcze w kołderki i właściwie to dobrze, bo jesteśmy posiadaczami niezliczonej ilości kocyków, które sprawdzają się rewelacyjnie. Dlaczego uważam, że są praktyczniejsze niż pościel? Przez ostatnie kilka tygodni, mojemu dziecku zdarzyło się kilkanaście razy ulać lub zmoczyć taki kocyk, wtedy wrzucam go do prania i problem  z głowy, z kołderkami byłoby gorzej, po kilku praniach przestałyby być miękkie i puszyste, dłużej schną i są o wiele cięższe niż kocyki. Każdy kocyk jaki posiadamy jest z innego materiału i innej wielkości, używamy ich zamiennie zależnie od pogody. Mamy również śpiwory, ale ten najmniejszy w rozmiarze 0-3 jest wciąż nieco przytłaczający dla naszego małego Orzeszka i czekam na bardziej dogodny czas, żeby zacząć go używać, kiedy trochę podrośnie. 
Jesteśmy posiadaczami jeszcze jednego sypialnianego gadżetu jakim jest otulacz, podobno rewelacyjny, zwłaszcza w pierwsze dni życia, ten który my mamy jest z bawełny, dość elastyczny, na zamek. Główną jego zaletą jest fakt, iż po jego założeniu maluszek czuje się jak w brzuszku mamy, jest skulony i szczelnie zamknięty... no chyba, że maluch był w pozycji pośladkowej, jak ten nasz i jego pozycja w brzuszku bardziej była na żabkę... i funkcja otulacza się nie sprawdza:)

Takich nietrafionych zakupów było więcej, choć bardzo się starałam nie dać ponieść fantazji... 
jednak o kolejnych wyprawowych zakupach, dotyczących gadżetów, zabawek, będzie kolejnym razem, bo długość tego posta robi się nieprzyzwoita:P 


Zły wilk! 


poniedziałek, 15 czerwca 2015

jak zatrzymać czas!


Kiedyś gdy nie byłam jeszcze rodzicem, ba! kiedyś gdy nie chciałam nawet nim być, myślałam, że rodzice maluchów, co wieczór modlą się, żeby to urwisy w końcu urosły! Myślałam wtedy, że marzą o tym, aby po kolejnej nieprzespanej nocy, zacząć kolejny dzień w czasie kiedy dzieci są już większe! Kiedy nie wymagają już nieustannej opieki i skupienia. 
Dzisiaj jednak kiedy mamy za sobą zaledwie miesiąc wspólnego życia z naszym małym Skarbem, noszę w sobie poczucie żalu, że czas tak szybko ucieka! wydaje mi się jakbyśmy dopiero co wczoraj wrócili ze szpitala...
Jeśli rzeczywiście w takim tempie, będzie uciekać nam czas to lada dzień, okaże się, że córka nasza maleńka, zacznie chodzić, mówić, opanuje puszczanie prania i zacznie knuć plan jak tu zwiać od starych!
A dzisiaj tym starym chyba już trudno wyobrazić sobie, jak to było kiedy jej nie było...







piątek, 22 maja 2015

kiedy mały człowiek zawita do domu!

Kiedy mały człowiek zawita do domu, czas staje w miejscu! Choć doba wciąż ma 24 godziny, to jakimś Cudem, wiadomym Cudem! wszystko inne traci na znaczeniu! Stos prania czeka, lodówka pustoszeje, sterta magazynów rośnie, wszytko co wcześniej lubiłam robić, odłożone na później... a mimo tego, czasu żeby cieszyć się tym szczęściem wciąż za mało! 

Ale wrócimy, tak szybko jak tylko będzie to możliwe, a tymczasem pozdrawiaMY,
My obrzydliwie szczęśliwi! 



niedziela, 3 maja 2015

wyprawki, zabawki... potrzeby rodziców czy dzieci?

Chociaż już od kilku tygodni jesteśmy gotowi, żeby przywitać maluszka w domu, to wciąż zdarza się nam dokupywać jakieś drobiazgi, dziś w końcu udało mi się znaleźć odpowiednią koszulę nocną do szpitala, w której można karmić... Jednak wracając do tematu, pomimo, że jesteśmy gotowi, wciąż coś dokupujemy i zastanawiam się czy rzeczywiście będziemy potrzebować wszystkich tych rzeczy. Kiedy robiłam swoją pierwszą listę wyprawkową konsultowałam się z żoną mojego kuzyna, która jest dla mnie mamą wzorem. Jej dzieci, najsłodsze i najpiękniejsze! zdają się mieć wszystko czego im potrzeba, a przy tym rodzice nie dają się zwariować. Zwłaszcza, że są rodzicami dwójki maluchów, tym bardziej, wierze, że już po pierwszym z nich wiedzieli, co rzeczywiście jest przydatne, a co nie. I tak właśnie podpytując ukróciłam moja listę o parę rzeczy, równocześnie dodając kilka innych. Jednak nie samo tworzenie tej listy, sprawiło, że zaczęłam się nad tym zastanawiać, bardziej popchnęły mnie do tego dwie rzeczy, pierwsza to ilość postów innych mam które zaśmiecają fejsa, wrzucając ogłoszenia, próbując pozbyć się niezliczonej ilości zabawek. Drugim powodem, było zabawa klockami które ostatnio, kupiłam dla mojego męża, tak, tak, dla męża! Drewnianych, kolorowych klocków z literkami, których on używa do zdjęć. Okazało się, że te jedne klocki w zabawie z pięciolatkiem, są atrakcyjniejsze niż wiele innych zabawek.  Zastanawiam się więc, czy naprawdę nasze dzieci potrzebują tych wszystkich plastikowych gratów, często nieodpowiednio dobranych do wieku maluchów, które w żaden sposób nie pobudzają ich wyobraźni?   Nie chcę tu już nawet myśleć o ilości wydanych pieniędzy, które można zainwestować w zajęcia dla maluchów, czy też o tym jak mało doceniają te małe szkraby jeśli dostają wszytko o co tylko poproszą, niezależnie czy to jest dla nich odpowiednie czy nie, ale jeśli mamy wpływ na to jak kształtować nasze dzieci, to może lepiej uczyć ich kolekcjonowania wspomnień niż rzeczy?

Tymczasem!
 Zły_Wilk! 


czwartek, 30 kwietnia 2015

mój dom!

Otwieram oczy, później prysznic, śniadanie...Kawa! Szafa Tosi wrzuciła wczoraj post, czytam, rozczulam się, bardziej niż na reklamach, bo przecież i one ostatnio nawet mnie rozczulają! Czytam i myślę, że chciałabym wrócić do domu, na dobre. Przypominam sobie, że nie miałam czasu ostatnio obejrzeć jednego video, zamieszczonego przez Wysokie Obcasy, ale przecież gdzieś sobie go przypięłam... mam! Trzy emigrantki opowiadają w kilku zdaniach, jak z sukcesem poradzić sobie z powrotem do kraju, po wieloletnim pobycie za granicą, przeglądnę jeszcze Instagram, kilka mocno działających mi na wyobraźnię zdjęć, wiosna,  kilka pysznych śniadań, słodkich malców i w mojej głowie zaczynają wariować myśli, dom, dom, dom... a potem zjawia się mój mąż i przypominam sobie co dziś zamieściłam na jego fejsie: Kubuś do Prosiaczka: "Wiesz Prosiaczku, dom jest wszędzie tam gdzie nie musisz wciągać brzuszka!" I wtedy już wiem, że jestem w odpowiednim miejscu, bo mój dom jest tam gdzie jest mój mąż i gdzie czuje się bezpieczna! Nawet jeśli tęsknie jak diabli za Polską, za mamą, bratem, babcią! Za wszechobecną sadzą, w której skąpane jest moje miasto, za tramwajami w których pachnie tak, że muchy lubią! za brudnym peronem i zbyt ciekawskimi sąsiadami, to moje miejsce jest tu, bo ty jest mój mąż i tu będzie żyło moje dziecko, i tylko ode mnie zależy jak szczęśliwe będzie moje życie w tym właśnie DOMU. Więc może po raz kolejny warto sobie uświadomić, że zamiast marzyć o powrocie i przyszłym życiu, które mogłoby na nas czekać gdzieś tam, stworzyć je sobie właśnie tutaj, nie marnując ani chwili? Póki jesteśmy zdrowi, a na głowę nie kapie deszcz, póki rano możemy budzić się obok siebie, to nie ma powodów, żeby każdy z takich dni nie nazwać wspaniałym i przestać marnować czas na to co może nigdy się nie stanie!  
Amen! 

wtorek, 28 kwietnia 2015

Plakaty w dziecięcym pokoju!




Jak zawsze zanim zabiorę się za przygotowywanie jakiś dekoracji, przeglądam internet w poszukiwaniu pomysłów i inspiracji. Dzisiaj będę zajmowała się plakatami na ściany w naszym dziecięcym kąciku, tak, tak kąciku, bo przestrzeń naszego dziecka jest mocno ograniczona, mimo to zamierzam troszkę poszaleć! Wcześniej miałam plan zawiesić zdjęcia Misi nad jej łóżeczkiem, ale póki się nie pojawi zawisną tam jednak ramki z obrazkami, które pewnie z czasem zostaną podmienione tymi właśnie zdjęciami. 






Pomysłów i inspiracji można znaleźć mnóstwo, plakaty i obrazki są przepiękne i myślę , że niezależnie od płci i wieku dziecka, można wybrać coś dla siebie. Najważniejszym aspektem przy dekorowaniu plakatami czy innymi cudeńkami w ramkach jest fakt, że zawsze można podmienić obrazek, dopasować do zmieniającego się wieku, bez większego nakładu pracy czy czasu, co niestety dotyczy się naklejek czy malowideł na ścianach. W naszym przypadku, kiedy mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu to bardzo ważny aspekt. 

Zamieszczam kilka, z tych plakatów, które szczególnie wpadły mi w oko! 









 Tymczasem ! Zły_Wilk!

czwartek, 16 kwietnia 2015

Karuzela Origami!

Nie sądziłam, że tak szybko i sprawnie pójdzie mi zrobienie karuzeli! Oczywiście mam świadomość jak trudna jest sztuka Origami, i jak daleka droga prze mną oby osiągnąć perfekcję, ale chyba nie do końca to było ważne, przy tej pracy. Nawet jeśli robione przez nas crafty nie są idealne, to nic nie szkodzi, ważniejsza jest dobra zabawa i radość z efektu końcowego!



Większości rzeczy jakie są tu zamieszczone w dziele zrób to sam nie trzeba opisywać krok po kroku, gdyż są tak proste, że wystarczy spojrzeć na zdjęcie i już wiadomo jak je wykonać, podam więc tylko kilka wskazówek, które jak sądzę mogą być przydatne:)

Kiedy zdecydujemy się zmontować karuzelę z patyków, polecam obrać je z kory, przy chudych patyczkach jest to dziecinnie proste! można je pomalować również farbą po obraniu, należny jednak poczekać, aby patyczek był suchy, inaczej farba nie będzie się trzymać.



Jeśli chodzi o to co zawiesimy to już nasza inwencja, należy jednak pamiętać, aby wstążki były wyprasowane, a całość nie była zbyt ciężka. Ja postawiłam na papierowe ptaki z Origami. Jeśli zamierzacie zrobić podobnie to pamiętacie, żeby papier był sztywny, tzw. techniczny, a najlepiej żeby był pokryty błyszczącą warstwą ochronną, będzie to ogromna pomoc w usuwaniu kurzu:)






Ostatnią rada dotyczy montowania zawieszek, najpierw należy przewiązać środkową wstążkę, która służy do zawieszenia, później boczne i dopiero te środkowe zawieszki, a to dlatego żeby zachować równowagę, czasem bowiem nie można znaleźć balansu i karuzela nie wisi prosto jeśli, zawieszki są montowane w identycznych odstępach, moje nie są, jak sami zobaczycie i nadal uważam, że wyglądają uroczo:)




Tymczasem! Zły_Wilk!

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

kiedy do nas dołączy... karuzela na pogodne dni!

Od kilku dni coraz mniej pracuję i mam teraz więcej czasu, żeby przygotować się na dzień kiedy nasze małe Cudo do nas dołączy. Przygotowujemy się już od kilku tygodni, zostało więc tylko kilka małych detali. Marzył mi się pokój dla naszego małego Groszka, ale póki co dołączy ona do nas w naszej sypialni, mimo tego chciałabym, żeby miała tam swój kącik, który byłby jej miejscem jednocześnie współgrającym z resztą pokoju, należącą do rodziców.
Nie chcąc wprowadzać chaosu i zagracać przestrzeni, ostatecznie będzie to dla nas wszystkich sypialnia, postanowiłam zrezygnować z wielu dekoracji i postawić na coś delikatnego, aczkolwiek dziecięcego i zrobić to samemu, a będę robić karuzele nad łóżeczko! 
Jestem właśnie  na etapie poszukiwania materiałów i mam nadzieję w tym tygodniu zrealizować ten projekt:) dzisiaj podzielę się z Wami inspiracjami  jakie znalazłam w internecie. 











Niektóre z nich są naprawdę zachwycające!  Już nie jeden raz podkreślałam to, że nie jestem fanką różu i plastiku, nie ma więc póki co wśród zabawek dla naszego Maleństwa takich materiałów i kolorów i staram się stać na straży tego:)  Mój mąż nawet śmieje się, że rządzą u nas jednookie Potwory i Barbie się nie przedostanie do tej ekipy!

Czasami jednak zdarza się , że  mam okazję sama zebrać materiały i zrobić coś dla Niej, wtedy  robię to z wielką przyjemnością!

Mam więc nadzieję, że uda mi się to zrobić w tym tygodniu jeszcze i wtedy podzielę się tym z Wami! 

Tymczasem_ Zły Wilk!